Przyznam szczerze, że wczoraj po treningu czułam się dziwnie... Ale mam dwie motywacyjki w głowie:
1) udało mi się wczoraj zrobić ćwiczenie (częściowo), którego wcześniej nie robiłam, czyli: przekraczaj swoje granice
2) moja babcia zapytała, czy schudłam :-) na wadze nie, ale wygląd w mojej opinii jest ciut lepszy
A zatem - nie poddawać się i ćwiczyć!
JEDZENIE
Śniadanie: 1/2 grahamki, 1/2 serka wiejskiego, 1 ogórek małosolny, herbata, góralka
Przekąska: kawa z mlekiem i cukrem, sernik na zimno z owocami (1 kawałek) mojej mamy
Lunch:
1/2 grahamki, 1/2 serka wiejskiego, 1 ogórek małosolny, herbata (czyli
to samo, co na śniadanie) oraz plasterek sera Hohlland
Obiad: miseczka gulaszu z papryką i ziemniakami (jednogarnkowo)
Kolacja: pieczywo, łosoś, cykoria i inne przysmaki.
ĆWICZENIA
Ćwiczyłam,
choć nastrój miała słaby - wkurzyłam się ekstremalnie na jedną
sytuację, a właściwie chyba czułam się bezsilna, a rzadko tak się czuję.
Po drzemce jednak nastrój był lepszy (dziękuję Filip!), więc wzięłam
się do roboty. A tak serio, to zobaczyłam, że w lidlu będą piękne
koronkowe stringi, które kiedyś chciałabym mieć w rozmiarze S (a
przynajmniej M na początek). Gdy tak patrzyłam i wyobrażałam sobie
mniejsze gacie, pomyślałam: Do roboty, nic się samo nie zrobi! Po
powrocie do domu było więc turbo (25 min), potem padłam i przerzuciłam
się na skalpel od 20 min. Skończyłam i jestem zadowolona, ale jutro
chyba dzień przerwy albo tylko skalpel na spokojnie. Już się raz
przetrenowałam... i zarzuciłam ćwiczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz